10.07.2013 r.
Minęło trochę czasu odkąd zamieszkaliśmy w Bristol. Cóż…jeżeli można to nazwać zamieszkaniem. Przywłaszczyliśmy sobie opuszczone mieszkanie. Harry twierdzi, że w takiej okolicy to normalne zachowanie i nikt się do tego nie przyczepi. Mam nadzieję, że się nie myli. Nie chcę ściągać nam nikogo na głowę, nie chcę się wychylać. A przynajmniej nie teraz. Zwłaszcza, że nie wiem jak rozległe są znajomości mojego ojca, ani ile jest w stanie zrobić by sprowadzić mnie do domu.
Jeśli chodzi o Harry’ego…coś się zmieniło. W jego zachowaniu i tym jak mnie traktuje. Zaczął trzymać się na większy dystans niż wcześniej. Nie mogę ukryć…to boli.
Tego wieczoru poszłam do baru, w którym pracuje Harry. Robiło się już ciemno, a ja nie chciałam zostać sama. Bałam się, że ktoś po mnie przyjdzie. Tym bardziej, że od kilku dni odnoszę nieodparte wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Na samą myśl o tym przechodzą mnie ciarki. Nie z przyjemności – jak z Harrym – ale ze strachu. Choć może to tylko moja bujna wyobraźnia, a tej pozwoliłam ostatnio za bardzo się rozkręcić. Zwłaszcza w stosunku do Harry’ego.
W barze o tej porze zaczynało się zwykle schodzić dużo ludzi. Tak było i tym razem. Udało mi się trafić nawet na jakąś kłótnię. Chyba żona próbowała zmusić męża do powrotu do domu.
Biedna – pomyślałam.
-Hej Em! – zawołała mnie Carla.
Moja sąsiadka często tu bywała. Jej chłopak David jest barmanem, a ona sama czasem mu pomaga. Ostatnio się ją spytałam dlaczego tak często tu przesiaduje, pamiętam doskonale jej odpowiedź:
-Przyzwyczaiłam się do tego miejsca. Patrząc na problemy innych ludzi uciekam od swoich własnych. Czuję się dzięki temu lepiej. Poza tym…nienawidzę nudy – dodała na koniec.
Ocknęłam się z tego wspomnienia i podążyłam do stolika zajmowanego przez moją znajomą.
-Już myślałam, że ogłuchłaś – zaśmiała się.
-Aż tak źle ze mną jeszcze nie jest.
W tym samym momencie obok naszego stolika przeszedł Harry.
-Cześć – mruknął jakby od niechcenia.
Odpowiedziałam mu tym samym.
-Co się stało? – spytała Carla.
-Nic, czemu pytasz?
-Nie kłam, widzę.
-Ale co takiego?
Naprawdę nie miałam pojęcia, o co jej chodzi. Jednak szybko mnie oświeciła.
-Ty i Harry – powiedziała jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
-Co my?
-Pokłóciliście się?
-Nie! Skąd ten pomysł? – zaczęłam się śmiać.
-Unikacie się od kilku dni.
Cholera wszyscy to widzą – pomyślałam ze smutkiem.
-Pokłóciliście się? – powtórzyła.
-Nie. Chociaż…niedawno zdarzyło się między nami coś dziwnego i od tego momentu zrobiło się tak jakoś…niezręcznie – powiedziałam patrząc się w dół.
Nie chciałam by poznała jak bardzo mnie to boli. Zaczęłyby się pytania, dlaczego przez to cierpię. Nie chciałabym na to odpowiadać zwłaszcza, że nie do końca wiem jak. Nie rozumiem swojego zachowania. Harry mimo wszystko jest dla mnie obcy, a ja czuję z nim jakąś niewytłumaczalną więź, która najwyraźniej jest jednostronna.
-To między parami są niezręczne momenty?
-Słucham? – miałam wrażenie, że się przesłyszałam – ja i Harry…ty myślałaś, że…? Że my? Razem? Nie! – zaczęłam wyrzucać z siebie słowa w zastraszającym tempie.
-Naprawdę?
-Tak! Skąd ten pomysł?
-Cóż…bo tak to wygląda.
-Dobry żart – zaczęłam się śmiać.
-Ja mówię poważnie!
Spojrzałam na nią wyczekująco. Jakaś część mnie desperacko pragnęła dowiedzieć się dlaczego tak uważa.
-Po prostu…wasza mowa ciała, wszystko to…to jest…nie do opisania – pokręciła głową.
Zagryzła wargę w zamyśleniu próbując dobrać odpowiednie słowa.
-Gdybyś mogła zobaczyć samą siebie. Sprawiasz wrażenie jakbyś była metalem.
-Metalem? – zdziwiłam się.
-Tak! – powiedziała podekscytowana – jesteś jak metal, a on jak magnes. Jeżeli tylko jest w pobliżu wszystkie siły ciągną cię do niego.
Czułam jak moje serce nieznacznie przyspieszyło. Równocześnie z tym poczułam jak czerwone rumieńce wstępują na moją twarz. Carla nie zważając na to, choć w jej oczach widziałam satysfakcję, kontynuowała:
-On też nie jest taki dyskretny jakby myślał. Na każdym kroku na ciebie patrzy! I to nie byle jak, tak od niechcenia, nie! Tego człowieka rozsadzają emocje od środka! Zdradza to za każdym razem jak coś robi.
Jej słowa wydały się takie niesamowite, a jednocześnie tak nierealne.
Emily uspokój się! Nie wolno ci. Nie możesz się nim interesować, to nie jest dobre – słyszałam cichy głos w swojej głowie.
-A jak już macie kontakt wzrokowy to mam ochotę się ulotnić!
-Co? – spytałam. Odbiegłam na krótki moment myślami.
-Jak się na siebie patrzycie to odnoszę wrażenie, że zaraz wysadzicie budynek w powietrze!
Jej słowa mocno mnie rozbawiły.
-Nie śmiej się, mówię poważnie – zmrużyła oczy – tyle w tym uczuć, że każdy przy was jest jak intruz. Tak jakbyście przeżywali jakieś emocjonalne zbliżenie, a reszta była podglądaczami. To takie intymne – zakończyła.
Jej słowa nadal nie do końca do mnie docierały. Ekscytacja sprawiła, że mój mózg zaczął pracować dwa razy intensywniej niż normalnie, a adrenalina niemal ze mnie wychodziła.
-W każdym razie…urządziliście się już? – zmieniła temat jak gdyby nigdy nic.
-Nie do końca. Jest jeszcze sporo do zrobienia.
Tak właśnie było. Na razie udało nam się tylko trochę posprzątać i rozpakować rzeczy do ledwie trzymających się szafek. Nie wiem nawet jak Harry’emu udało załatwić się dostęp do wody. Niczym czarodziej.
Uśmiechnęłam się delikatnie na moje skojarzenie.
Moją rozmowę z Carlą przerwał nieznany mi chłopak, który się do nas dosiadł. Na oko wyglądał na niewiele starszego ode mnie. Było od niego mocno czuć alkoholem. Zmarszczyłam nos. Nienawidziłam pijanych mężczyzn.
-Hej piękne! – wybełkotał – któraś ma ochotę na piwo?
-Bezalkoholowy wieczór – próbowała spławić go Carla.
-Nie pijące? Nie wierzę! Piwko na rozluźnienie zawsze się przyda, mam rację? – spojrzał w moim kierunku. Wyszczerzył się do mnie w uśmiechu, a po chwili oblizał usta.
Wzdrygnęłam się widząc to. Niby nic, a jednak…pijany facet…kto wie co chodzi mu po głowie?
-Tylko jedno piwo – namawiał nas.
-Nie i nie potrzebujemy towarzystwa – próbowałam się postawić.
Pierwszy raz w życiu zrobiłam coś takiego. Byłam jednocześnie przerażona swoją śmiałością i podekscytowana, że powiedziałam to, co chciałam.
Chłopak zmrużył oczy i wymruczał coś niewyraźnie pod nosem. Wolałam nie dochodzić do tego, co to było.
Szukałam wzrokiem Harry’ego albo Davida, ale nie umiałam ich znaleźć. Pewnie oboje byli na zapleczu.
-Jesteś pewna? – warknął.
Przestraszyłam się go w tamtym momencie, ale wtedy ktoś chwycił go za ramię. Chłopak obrócił się gwałtownie gotowy do ciosu i zobaczył nad sobą Harry’ego.
-Nie radzę – warknął brunet.
Jednak ten nachalny typ nie chciał odpuścić.
-Prowadzę rozmowę – starał się zabrzmieć przekonująco.
-W takim razie obawiam się, że będziesz musiał ją przerwać.
-Bo ty mi każesz? – zadrwił.
-Bingo – odparł Harry, a na jego twarzy pojawił się agresywny uśmiech.
-Daj sobie spokój – odepchnął go chłopak.
Zielonooki zdenerwował się i podniósł go na równe nogi.
-Daj im spokój, jasne? – wycedził przez zaciśnięte zęby.
Jego ręce niebezpiecznie się zaciskały na ramionach tamtego. Chłopak syknął z bólu i wymruczał coś na kształt „jesteś nienormalny”/
-Zostawisz je? – spytał Harry. Choć tak naprawdę zabrzmiało to jak rozkaz.
-Tak – poddał się tamten.
Brunet go puścił i popchnął w przeciwnym kierunku sali.
-Dzięki – powiedziałam lekko skołowana tym, co widziałam.
-Nie ma sprawy. Jakby się naprzykrzał daj znać – powiedział unikając mojego spojrzenia.
Biorąc pod uwagę to co mówiła mi wcześniej Carla bardzo żałowałam, że na mnie nie spojrzał. Chciałam móc się przekonać czy ma rację.
*
Około pierwszej w nocy postanowiłam wrócić do „domu”. Nie byłam w nastroju żeby siedzieć w barze. Tym bardziej, że Harry umiejętnie unikał mnie cały wieczór.
Skręciłam jak zwykle w boczną uliczkę i usłyszałam jak ktoś uderza w śmietnik i przewraca go z hukiem. Ten ktoś przeklął pod nosem i poznałam ten głos. Ten sam pijany chłopak, co przystawiał się do mnie i Carli w barze. Dyskretnie się obróciłam żeby się upewnić, że to on. Tak, to on.
Przyspieszyłam i usłyszałam, że on również. Nie mogłam go zaprowadzić za sobą do mieszkania. Postanowiłam skręcić w boczną uliczkę…i to był błąd. Trafiłam w ślepy zaułek. Obróciłam się w kierunku, z którego przyszłam, ale on już tam stał.
-Ślepa uliczka – zaśmiał się.
Przełknęłam głośno ślinę. Rozglądałam się nerwowo czy nie ma jakichś schodów…czegokolwiek! Ale nie było. Zostałam sama, a jedyna droga ucieczki była przez niego blokowana.
Zbliżał się do mnie powoli pewny swojego. Powinnam była podjąć próbę ucieczki, próbować się obronić, zmusić się do jakiegokolwiek działania, ale nie umiałam! Stałam cała sparaliżowana ze strachu. I wtedy znowu zostałam uratowana. Harry wyłonił się zza rogu i podbiegł do nas. Odciągnął ode mnie chłopaka i przytrzymał go.
-Ostrzegałem cię – warknął.
Odepchnął go przez co tamten upadł. Brunet na nic nie czekając kopnął go w brzuch.
Zatkałam dłonią usta by nie krzyknąć. Ta scena mnie przeraziła. Harry nie zważając na moją obecność kontynuował swoje działania. Po chwili podniósł chłopaka do pionu i przycisnął do muru.
-Tylko ją tknij! – syknął i przyparł go do muru bardziej. Widziałam przerażenie w oczach jego przeciwnika, a właściwie ofiary.
-Zrozumiałeś?! – krzyknął coraz bardziej zdenerwowany.
Czułam jak złość w nim narasta. Bałam się tego co może mu zrobić.
-Jeszcze raz się do niej zbliżysz, a wyrwę ci serce i wepchnę do gardła – ton jego głosu był taki…zły. Jakby wstąpiło w niego zwierzę.
Po tych słowach brunet puścił chłopaka choć widać było, że nie był do końca usatysfakcjonowany. Tamten od razu uciekł. Harry szybko odwrócił się w moim kierunku.
-Wszystko w porządku? – spytał z troską w głosie.
Jego nagła zmiana była niepokojąca.
-T-tak – wyjąkałam – myślę, że tak.
-Wracamy do domu – powiedział stanowczo.
Złapał mnie za rękę i pociągnął w kierunku domu. Gdy znaleźliśmy się w środku nadal nie puszczał mojej dłoni. Oddychał gwałtownie, ta sytuacja mocno na niego wpłynęła.
-Nie musisz wracać do baru? – rozpaczliwie szukałam jakiegokolwiek tematu by odciągnąć jego uwagę od zdarzeń z przed kilku minut.
-Nie, na dzisiaj skończyłem – wyczułam, że jego uścisk stał się mocniejszy.
To trochę bolało, ale postanowiłam się tym nie przejmować.
-I zrobiłem dobrze, gdybym nie wyszedł tamten typ…- nie dokończył, za to znowu wzmocnił swój uścisk.
-Harry…to trochę boli – szepnęłam.
-Co? – spojrzał na moją dłoń i od razu ją puścił – przepraszam – szepnął.
-Nic się nie stało.
-Stało się. Nie ochroniłem cię przed tym facetem!
-Przecież nic mi nie zrobił – próbowałam go uspokoić.
-Ale mógł. Powinienem był mu nie darować. Powinienem był…- nie dokończył.
Pokręcił głową i uderzył pięścią w ścianę.
-Harry…jest coś o czym powinnam wiedzieć? – spytałam cicho.
Zrozumiał od razu. Bałam się, że ma problemy z samokontrolą.
-Nie! Po prostu…nie choć już więcej sama, dobrze? Nie chcę się o ciebie martwić – powiedział łagodnie.
-Ale...
Podszedł do mnie i położył mi palec na ustach dając znak żebym zamilkła.
-Chcę byś była bezpieczna – wyrzucił z siebie na jednym oddechu.
Jego bliskość sprawiła, że zapomniałam o całym świecie. Teraz liczyło się tylko to by spojrzał mi w oczy. Dał mi jeden znak potwierdzający teorię Carli.
Jesteś niesamowicie głupia – usłyszałam cichy głos w swojej głowie.
Twarz chłopaka znalazła się niebezpiecznie blisko mojej szyi.
-Rozumiesz? – szepnął tuż koło mojego ucha.
-Tak.
Powrócił do normalnej pozycji i tym razem spojrzał mi w oczy. Wpatrywałam się w nie przez kilka sekund. Wystarczająco długo by upewnić się, że Carla ma rację.
Chłopak uświadomił sobie jak intymna jest to sytuacja i szybko się odsunął.
-Przepraszam…ja byłem za blisko – pokręcił głową.
-Jak dla mnie za daleko – odważyłam się powiedzieć.
Harry spojrzał się na mnie dziwnie jakby z lekkim niedowierzaniem.
-To, co mówisz…nie powinnaś – próbował nas obu przekonać.
-Dlaczego?
-Bo to nieodpowiedzialne.
-Nieodpowiedzialne? Bo wiem, czego chcę?
-Nie wiesz, czego chcesz.
-Myślę, że wiem lepiej.
-Musisz mi to utrudniać?
-Ale co?
-Bycie tu z tobą! – wyrzucił z siebie.
-Skoro tak bardzo jest ci ciężko to, czemu nie odejdziesz?
-Nie mogę, nie chcę. To brzmi niedorzecznie, ale tak jest.
-To jest równie niedorzeczne jak obrazy w mojej głowie – uśmiechnęłam się mimo wszystko.
Harry również uniósł delikatnie kąciki ust w uśmiechu, ale szybko spoważniał.
-Musimy się opanować.
-Nie chcę – mruknęłam jak małe dziecko.
-Czasem tak jest lepiej.
Podszedł do mnie i przyglądał mi się uważnie. Jego spojrzenie mnie paliło. Czułam jego wzrok na całej sobie.
-Jestem samolubny – mruknął nagle.
-Co?
-Cholerny ze mnie egoista – zaśmiał się choć nie było w tym nic zabawnego – zatrzymuję cię tu przy sobie, a tak naprawdę powinienem był ci kazać odejść.
-Nie chciałabym.
-Zmusiłbym cię. Tak by było dla ciebie lepiej, ale nie…muszę myśleć o sobie.
Jego słowa coraz bardziej mnie niepokoiły. Musiałam go jakoś uciszyć. Zarzuciłam mu szybko ręce na szyję i przywarłam do niego. Przez moment zastygł w bezruchu, ale już po chwili objął mnie i stanowczo do siebie przyciągnął.
-Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo to na mnie działa – zamruczał chowając twarz w moich włosach. – To tak jakby postawić szklankę wody przed spragnionym…przyłożyć mu ją do twarzy, zmusić do dotknięcia, ale nie pozwolić napić.
-A co jeżeli spragniony ma pozwolenie, ale boi się, że to wytwór jego wyobraźni?
-To znaczy, że jest zbyt słaby by podjąć ryzyko.
-A czy ty jesteś słaby?
-Nie.
-To, czemu nie zaryzykujesz?
-Bo nie jesteś szklanką. Nie jesteś przedmiotem – usłyszałam jak się cicho śmieje.
-Ale jesteś spragniony, sam powiedziałeś – zaczęłam.
-To nie znaczy, że musisz robić wszystko bym zechciał to pragnienie ugasić – uciął.
-A co jeżeli szklanka też jest spragniona? – wróciłam do naszego porównania.
-Szklanki nie pragną, one po prostu są.
-I czekają na ruch spragnionego, może też pragną, ale czekają na inicjatywę ze strony pijącego?
Poczułam jak kręci ostrożnie głową.
-Zrób to, na co masz ochotę – zachęciłam go.
Podniósł głowę i spojrzał na mnie.
-Nie zdajesz sobie sprawy jak wiele ryzykujesz.
-Przynajmniej się nie boję.
Chłopak położył dłoń na moim biodrze i delikatnie popchnął mnie w kierunku ściany.
Gdy delikatnie uderzyłam o nią plecami przypomniałam sobie co zrobił z tamtym chłopakiem. Szybko jednak o tym zapomniałam gdy brunet przejechał powoli opuszkami palców po mojej szyi. Wstrzymałam na moment oddech i przymknęłam oczy chcąc zapamiętać tą chwilę jak najlepiej. Poczułam jak jego usta wędrują w kierunku mojego ucha, a potem przenoszą się na policzki, kończąc swą wędrówkę tuż przed moimi ustami. Chłopak oblizał swoje usta sprawiając, że miałam ochotę poczuć jak bardzo miękkie są jego wargi. Po chwili naparł delikatnie swoimi ustami na moje i złożył na nich pocałunek.
JEGO pamiętnik:
Jestem coraz bliżej. Wszystko staje się coraz bardziej niebezpieczne. Ta dziewczyna przyciąga kłopoty jak jakiś magnes. Muszę ją przed tym chronić, ale czy zdołam ją uchronić przed sobą? Coraz bardziej w to wątpię. Muszę się nie zdradzić, mieć ją na oku i pilnować by została na miejscu. Jak mam to zrobić?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz