-Na pewno wiesz, co robisz? – spytałam w końcu.
Chłopak drgnął wytrącony z równowagi moimi słowami.
-Co? – spytał.
-Pytałam czy wiesz, co robisz? Mam wrażenie, że mijaliśmy to miejsce z kilka razy.
-Wydaje ci się.
-Czyżby? Bo myślę, że chodzimy w kółko.
-Jest noc. Wszystko wygląda podobnie jak jest ciemno. Dostrzegasz tylko kształty – powiedział jak do małego dziecka.
-W takim razie ty też – zauważyłam.
-Nie.
-Nie? Tylko tyle mi chcesz powiedzieć?
-Tak.
-To denerwujące.
-Wiem.
Mruknęłam zirytowana jego postawą.
-Moglibyśmy chociaż odpocząć? Jestem zmęczona poza tym rano lepiej się idzie.
Chłopak westchnął z rezygnacją.
-Zgoda – rzucił niechętnie – ale z samego rana wstajemy.
-Niech ci będzie.
Brunet rzucił swoje rzeczy na ziemię i wyciągnął śpiwór.
-Przygotowany jesteś – zagadnęłam.
-Muszę. Nigdy nie wiadomo, co się zdarzy.
-Życie cię często zaskakuje, co?
-Może nie życie, ale coś w tym guście – uśmiechnął się tajemniczo.
W tym uśmiechu było coś dziwnego. Wolałam nie zagłębiać się w tą historię. Przeszukałam plecak i torbę w poszukiwaniu czegoś na czym mogłabym się wyspać.
Nie wzięłaś śpiwora. Brawo Emily.
-Weź mój – powiedział.
-Dam sobie radę.
-Nie kłóć się ze mną. Po prostu go weź.
Nigdy nie musiałam nic od kogoś brać. Ta sytuacja mnie zirytowała, ale grzecznie podziękowałam mu.
Weszłam do śpiwora i podłożyłam sobie plecak pod głowę. Nie było mi zbytnio wygodnie, ale lepsze to niż spanie na samej ziemi.
-A ty gdzie będziesz spał? – spytałam.
-Jak to gdzie? Na ziemi – powiedział jakby to było oczywiste.
-Głupio mi teraz.
-Nie powinno. Śpij już.
-Czemu jesteś dla mnie taki…dobry?
Milczał przez dłuższą chwilę. Czułam, że zagięłam go tym pytaniem.
-Bo tak chcę – odparł w końcu.
-Może ci się odmienić.
-Chyba nie ma takiej siły, która by mnie do tego zmusiła – uśmiechnął się.
Nie bardzo mnie przekonał, ale postanowiłam odpuścić.
-Dobranoc Emily.
-Dobranoc Harry.
Miałam nadzieję, że szybko zasnę, ale niestety tak nie było. Zamiast snu przyszło zimno. Nie byłam przyzwyczajona do takich warunków, zawsze spałam w ciepłej sypialni otulona w pościel. To było coś nowego i zdecydowanie nieprzyjemnego.
Chłopak wstał i usiadł obok mnie. Ściągnął swoją kurtkę i przykrył mnie nią.
Posłałam mu wdzięczny uśmiech, ale zaraz potem pojawiła się troska.
-Nie zmarzniesz?
-Jestem już uodporniony. Poza tym jest lato, nie jest aż tak zimno.
-Dla ciebie może tak.
-Nie jesteś przyzwyczajona do tego, prawda?
-Tak. Rozumiem, że ty tak.
Pokiwał tylko głową.
-Myślałam, że już śpisz – powiedziałam.
-Źle myślałaś.
-Problemy ze snem, czy coś w tym stylu?
-Można powiedzieć.
Znowu uśmiechnął się w ten tajemniczy sposób.
-To znaczy?
-Śpij już – uciął temat.
-Chciałabym wiedzieć.
-Ciekawość to pierwszy stopień do piekła.
-Nie boję się – rzuciłam wyzywająco.
-Powinnaś.
Nachylił się tak by szepnąć mi na ucho:
-Grzeczne dziewczyny łatwo trafiają na zło.
Zadrżałam pod wpływem jego słów. Były przesiąknięte jakąś trudną do rozszyfrowania emocją.
-Skąd wiesz, że jestem grzeczną dziewczyną?
-To widać na pierwszy rzut oka.
Odsunął się ode mnie, a ja zaczerpnęłam gwałtownie powietrza.
-Mam nadzieję, że cię nie przestraszyłem – uśmiechnął się delikatnie.
-Ani trochę – wymamrotałam.
-Miło, że przynajmniej udajesz.
Chłopak przekręcił głowę na bok. Niedługo potem usłyszałam jego miarowy oddech. Zasnął. Po chwili i mnie ogarnęła senność.
Nagle coś się poruszyło w ciemności. Ze strachu podskoczyłam, co obudziło bruneta. A właściwie obudził go ten sam dźwięk co mnie. Rozejrzał się uważnie i powrócił do poprzedniej pozycji.
-To tylko jakieś zwierzę. Śpij – uspokoił mnie.
W mojej głowie panował chaos, ale jego słowa go zmniejszyły. Moje ciało przestało drżeć, a serce bić normalnie.
On stanowczo zbyt mocno na mnie działa – pomyślałam.
*
02.07.2013 r.
-Wstawaj – usłyszałam.
Poruszyłam się i otworzyłam oczy. Harry stał nade mną i czekał aż zrobię to samo. Wyciągnął w moim kierunku rękę, a ja ją przyjęłam. Po chwili stałam już na nogach.
-Jak się spało? – spytał.
-Kiepsko.
-Tak myślałem. Ale nie martw się stawiam, że za jakąś godzinę uda nam się stąd wyjść.
-Aż godzinę? – jęknęłam.
-Na twoim miejscu bym się cieszył.
-Cieszę się, ale jestem głodna.
-Ja też wyobraź sobie.
-Nie pomagasz – mruknęłam.
-Ani ty.
Mimo jego zgryźliwych słów nie byłam na niego zła. Jego ton głosu był na tyle łagodny, że puszczałam to, co mówił mimo uszu.
Byłam zaskoczona gdy po niecałej godzinie wyszliśmy z lasu. Ten chłopak to jakiś jasnowidz, czy jak?
-A nie mówiłem? – uśmiechnął się z zadowoleniem.
Nie odpowiedziałam mu, tylko ruszyłam do przodu. Chłopaka zaskoczyła moja postawa, ale dołączył do mnie i ruszyliśmy w kierunku domków znajdujących się kilka metrów od lasu.
Mieliśmy szczęście, że przed nimi była stacja benzynowa. Udaliśmy się tam.
Weszliśmy do środka i kupiliśmy hot-dogi oraz kawę. Tylko to można było uznać za zdrowy posiłek w tym miejscu.
-Przepraszam bardzo – zwrócił się uprzejmie do sprzedającego Harry – ale zgubiliśmy się i chcielibyśmy wiedzieć, gdzie tak dokładnie jesteśmy?
-W Failand.
-Znajduje się w pobliżu jakieś większe miasto?
-Oczywiście! Bristol jest najbliżej. Jakieś dwie godziny drogi stąd.
-Jest stąd jakiś transport do tego miasta?
-Niestety nie bezpośrednio.
-Rozumiem…no nic dziękuję za informacje.
Chłopak minął mnie i wyszedł na zewnątrz.
-Muszę zadzwonić – powiedział tylko.
Podszedł do budki telefonicznej i wykonał krótki telefon. Widać było, że ta rozmowa go wzburzyła. Wrócił po mnie i rzucił tylko:
-Będziemy szli pieszo.
Pokiwałam głową. Po wczorajszej drodze żadna trasa już mnie chyba nie zmęczy.
-Wiesz co mnie zastanawia? – zaczęłam, gdy byliśmy już z dobre kilkanaście kilometrów od Failand.
-Co takiego?
-Dlaczego nie mogliśmy tam zostać?
-Bo to mała wieś.
-Tak. Idealna do ukrycia!
Chłopak obrócił się raptownie w moim kierunku.
-Chcesz się ukryć? – uniósł jedną brew do góry.
Cholera! I co teraz?! – spanikowałam.
-Mówiłam ci, że chcę uciec od całego świata – wyjąkałam.
Chłopak chyba nie bardzo mi uwierzył, ale odpuścił.
-W każdym razie…dlaczego nie możemy zostać? – powtórzyłam swoje pytanie.
-Bo to nie jest dobre miejsce na zaczynanie wszystkiego od nowa – wyjaśnił spokojnie.
-Dlaczego? – drążyłam.
-W takich miejscach każdy zna każdego. Musiałabyś kłamać, a prędzej czy później potknęłabyś się.
-Umiem kłamać.
-Nie wątpię, ale czasem sama umiejętność to za mało.
-Mówisz jakbyś był ekspertem.
-Kto wie…może jestem?
Wydaje mi się, że powinnam już przywyknąć do jego intrygującego sposobu mówienia…układania zdań tak by wszystko brzmiało niezrozumiale, ale to nadal jest trudne. Za trudne. Ile czasu musiałoby minąć? W sumie to nieważne…nasze drogi rozejdą się do tego czasu.
Tak będzie dla ciebie lepiej – usłyszałam cichy głos w mojej głowie.
-Na dodatek – sprowadził mnie na ziemię głos bruneta – w większych miastach łatwiej się ukryć.
-Czyżby? Na każdego możesz się natknąć…
-Ale jesteś anonimowa. Wtapiasz się w tłum, nie ma szans by ktoś cię rozpoznał. Ludzie mijając cię na ulicy nawet cię nie zauważają, nie obchodzisz ich. A tutaj? Na każdym kroku ktoś by się z tobą witał.
Jego sposób myślenia nie jest głupi. Tak właściwie jest naprawdę mądry…przebiegły.
-Przyznam, że nie myślałam o tym w ten sposób.
-Powinnaś była. Dobra rada…jeżeli chcesz uciec…lub coś w tym stylu najpierw wszystko dokładnie przemyśl, nie idź na żywioł. No ale chyba nie potrzebnie ci o tym mówię. Wiesz o tym prawda?
Zagryzłam wargę.
Ale jestem głupia i niedoświadczona – pomyślałam.
-Nie wiedziałaś? – spytał.
-Nigdy nie musiałam się zastanawiać nad takimi rzeczami – wzruszyłam ramionami.
-Cóż…to wiele wyjaśnia.
-Co niby?
-Twoją postawę, twój sposób myślenia i działania.
-To aż tak bardzo widać?
-To się od razu rzuca w oczy.
Do Bristol dotarliśmy pod wieczór. Nie było tak wielkie jak Londyn, ale z pewnością stanowiło dla mieszkańców pobliskich miast jego odpowiednik.
-To chyba moment żeby się pożegnać – powiedziałam z lekkim smutkiem, co mnie zaskoczyło. Tak samo jego.
-Niekoniecznie.
Spojrzałam na niego pytająco.
-We dwójkę łatwiej przetrwać, poza tym…bez urazy jesteś amatorką w tych sprawach przyda ci się pomoc.
Trudno mi było uwierzyć w to co mówił. Nie znam go, ale nie pasuje mi do niego obraz dobrodusznego chłopaka. A może po prostu nie znam się na ludziach? Tak czy inaczej jego pomysł jest dobry. Myślę, że uda mi się przy nim wiele nauczyć.
JEGO pamiętnik:
To miało być łatwe zadanie, ale jest wręcz przeciwnie. Jest o wiele trudniejsze niż podejrzewałem. Ona jest na wyciągnięcie ręki, a jednak…tak daleko. Na każdym kroku jest okazja by sprowadzić ją do domu, ale to nie może tak wyglądać. Trzeba to rozegrać powoli tak by nikt niczego nie zauważył. Pierwszym krokiem będzie pozbycie się tego natręta, który za nią chodzi…ale to w odpowiednim czasie. Byleby nie udało im się nawiązać kontaktu. Wtedy sprawa może okazać się przegrana.
_________________________________________________________________________________
Jeśli przeczytałeś skomentuj :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz