Natrafiłam na jakiś dość obskurny bar. Ze środka dobiegała głośna rockowa muzyka, a na zewnątrz stali dość wstawieni młodzi ludzie.
Nigdy nie mogłam iść się zabawić jak normalna nastolatka – pomyślałam ze smutkiem.
-Hej ty! – usłyszałam.
Obróciłam się w kierunku grupki stojącej przed barem. Jeden z chłopaków stojących z nimi patrzał się na mnie.
-Tak ty, do ciebie mówię! – krzyknął tak bym go usłyszała – Chodź tu.
Nie byłam przekonana co do tego pomysłu.
-Nic ci nie zrobimy – zapewnił.
Co mam do stracenia?
Wstałam z ławki i podeszłam do nich. Oceniłam na ile są wstawieni. Dwie dziewczyny wyglądały na dość trzeźwe, a chłopcy stojący obok również. Jedynie zaniepokoiła mnie wychodząca z baru dziewczyna, która zatoczyła się i prawie upadła gdyby nie interwencja jednego z chłopaków.
-Jestem Sam – przedstawił się chłopak, który wcześniej mnie zawołał.
-Emily – odpowiedziałam po dłuższej chwili i podałam mu rękę.
-Wyglądasz jakbyś się zgubiła.
-Mylne wrażenie.
Sam zmarszczył czoło, w tym samym momencie jedna z dziewczyn stojących obok – ładna, wysoka brunetka – zaśmiała się i powiedziała:
-Ona mi nie wygląda na zgubioną, Sam. A przynajmniej nie tak jak myślisz. Uciekła z domu.
Jak to możliwe, że przypadkowa osoba była w stanie to dostrzec?
-Tak! Jen masz rację! – zawołał Sam – Uciekłaś? – szukał potwierdzenia u mnie.
Pokiwałam głową.
-To trafiłaś w dobre miejsce.
Reszta pokiwała głową.
-My też jesteśmy uciekinierami – zaśmiał się blondyn, który stał razem z nimi – jestem Jamie. Ten rudy obok mnie to Carl, a obok niego Sophie, a ta pijana co właśnie wyszła to Liz.
Przywitałam się z nimi nie bardzo wiedząc, co dalej zrobić.
-Chcesz? – spytał Carl wskazując na piwo.
-Nie, dzięki.
-Jak chcesz, ale ostrzegam, że na trzeźwo trudno znieść ten świat – mówiąc to pociągnął solidny łyk z butelki.
-Stać was na piwo? – spytałam z powątpiewaniem.
-Łapiemy prace dorywcze. Nie jest źle.
-Dobra, lepiej powiedz dlaczego uciekłaś? – rzuciła Jen.
-Apodyktyczny ojciec.
-Częsty problem. Zgaduję, że chcesz opuścić Londyn jak najszybciej?
-Mhm.
-Pomożemy ci.
-Naprawdę? – wykrzyczałam ze szczęścia.
-Naprawdę, nie ma co się męczyć.
Jak powiedzieli tak zrobili. Pomogli mnie. W niecałe pół godziny dostałam się dzięki nim na dworzec. Jen wcisnęła mi do rąk bilet i wepchnęła do jednego z przedziałów.
-Uważaj na siebie – powiedziała na koniec.
-Jakbyś postanowiła wrócić to wiesz gdzie nas szukać – dodał Sam.
-Mam nadzieję, że nie będę musiała. Dzięki wam za wszystko.
Uśmiechnęli się do mnie i pomachali mi. Nie byłam w stanie zrozumieć jak mogli pomóc nieznajomej dziewczynie. Nie wiedzieli czy ich nie okłamuję, czy nie jestem przestępcą lub kimś podobnym. Pomogli mi z własnej, nieprzymuszonej woli. Zakręciła mi się łza w oku, ale szybko się opanowałam.
Emily ty przecież nie płaczesz. Płacz jest dla słabych.
Tak zawsze mówił mi ojciec.
Usiadłam w jednym z wolnych przedziałów i przykryłam się bluzą. Była noc, a w pociągu nie było najcieplej więc musiałam się jakoś ogrzać. Z drugiej strony bałam się, że zasnę, a w takich miejscach przecież łatwo zostać napadniętym.
Po chwili drzwi do przedziału się otworzyły, a do środka wszedł chłopak. Nie taki zwykły chłopak. Idealny chłopak. W każdym calu. Od lekko kręconych ciemnych włosów, przez zielone oczy i pewny siebie uśmiech, po sposób poruszania się. Jeżeli dotąd nie wierzyłam w istnienie aniołów, to teraz wiem, że się myliłam.
-Wolne? – spytał niskim głosem.
Coś we mnie drgnęło na ten dźwięk.
-Ehm…co? – spytałam powoli.
Chłopak zaśmiał się cicho, przez co pojawiły się u niego dołeczki w policzkach. To stanowiło uroczy kontrast z jego hm…niegrzecznym wyglądem.
-Pytałem czy te miejsca są wolne? – powtórzył wolniej.
-Tak, tak. Siadaj.
-Dzięki.
Położył torbę na półce u góry i usiadł naprzeciwko mnie. Przeczesał włosy dłonią i spojrzał przez okno, przygryzł przy tym nieświadomie wargę. Automatycznie zrobiło mi się gorąco.
Emily opanuj się dziewczyno. Nawet go nie znasz. Co jeżeli jest niebezpieczny?
Chłopak zauważył, że mu się przyglądam. Poczułam jak robię się czerwona na twarzy.
-Jestem Harry – wyciągnął w moim kierunku dłoń.
-Emily – odpowiedziałam po chwili wahania.
Uściskałam jego dłoń i poczułam wtedy coś dziwnego. Tak jakby wszystkie siły świata próbowały wykrzyczeć mi prosto w twarz ostrzeżenie: Uciekaj!
-Miło cię poznać Emily – uśmiechnął się.
-Ciebie również.
-Więc…dokąd jedziesz?
Skłam – podpowiadał głos w mojej głowie.
-Właściwie to…nie wiem – powiedziałam zgodnie z prawdą.
Nie wiem czemu, ale chciałam mu zaufać. To bardzo głupie biorąc pod uwagę to, że nie mogę uwolnić się od tych ostrzeżeń, które nieustannie słyszę w głowie.
-A ty? – dodałam szybko.
-Też nie wiem. Tak mówiąc szczerze…chcę uciec – szepnął.
Powinnam była wtedy się wycofać, ale sposób w jaki to powiedział…sprawił, że chciałam przyjrzeć się mu bliżej.
-Przed czym?
-Przed codziennością – uśmiechnął się smutno.
-Rozumiem cię.
-Naprawdę?
-Tak. Tyle, że ja chcę uciec przed całym światem.
-To może być trudne.
-To jest trudne – poprawiłam go – ale nie nieosiągalne.
-Mów dalej. Zaintrygowałaś mnie.
-Nie wiem co mam mówić dalej.
-Czyli…po prostu wierzysz, tak?
-Tak.
-Wiesz, że wiara to za mało?
-Skąd wiesz?
-Przekonałem się na własnej skórze. Tak czy inaczej…pewnie masz się gdzie zatrzymać. Ja nie mam nic.
-Jeżeli nie masz też nikogo to gramy w tej samej drużynie.
Uśmiechnął się do mnie i powiedział:
-W takim razie mam bardzo ładną drużynę.
Poczułam, że rumienię się jeszcze bardziej. Do tej pory byliśmy nachyleni ku sobie, więc wycofałam się z powrotem w głąb siedzenia.
-Przepraszam. To mogło zabrzmieć dziwnie biorąc pod uwagę okoliczności.
-Tak, zabrzmiało to trochę dziwnie.
-Ale tylko trochę?
-Tylko trochę – potwierdziłam śmiejąc się.
Rozmawialiśmy przez jakąś godzinę na niezobowiązujące tematy, gdy w końcu wypalił:
-Wiesz chociaż gdzie ten pociąg jedzie?
O cholera! Nie spytałam ich zanim odjechałam, ale ze mnie idiotka!
-Nie – powiedziałam zawstydzona – a ty wiesz?
-Nie – rzekł z rozbawieniem.
-Nie podoba mi się ten brak informacji.
-Gdziekolwiek teraz nie jesteśmy…jest to daleko od Londynu.
-To pocieszające.
-Tak…chcesz już stąd wyjść?
Pokiwałam niepewnie głową.
-To chodź.
Wstał i chwycił swoją torbę.
-Co ty robisz? – spytałam zdezorientowana.
-Jak to co? Wychodzę.
-Ale pociąg jedzie – dałam nacisk na ostatnie słowo.
-I co z tego? Wysiąść można zawsze.
-Niby jak?
-Pokażę ci.
Nie wiem co mnie wtedy podkusiło, ale…wzięłam swoją torbę oraz plecak i ruszyłam za nim. Chłopak przyłożył palec do ust dając mi znak, że mam być cicho. Zrobiłam tak jak mi kazał. W razie czego umiałam się trochę bić, a w krzyczeniu byłam całkiem niezła.
Doszliśmy do końca przedziału, a Harry…po prostu otworzył drzwi, zarzucił torbę na ramię i stanął na krawędzi.
-Zwariowałeś? – spytałam.
-Nie, jestem jak najbardziej zdrowy. Idziesz ze mną?
-Nie – wycofałam się w kąt.
-No nie bądź taka. Zaufaj mi. Wiem, że to absurdalnie brzmi…w końcu poznaliśmy się przed chwilą, ale zaufaj mi.
Coś w tonie jego głosu kazało mi podać mu rękę. Chwycił ją i pociągnął mnie delikatnie obok siebie.
-Na trzy, ok?
Pokiwałam głową, czując jak serce bije mi coraz szybciej pod wpływem adrenaliny.
-Raz…dwa…trzy!
Skoczył, a ja razem z nim. Mimo, że to były sekundy darłam się jak oszalała. Tak bardzo się bałam. Puściłam jego rękę w locie tak więc bałam się jeszcze bardziej. Po chwili poczułam, że moje stopy dotykają ziemi, a ja jestem w czyichś ramionach.
-Już dobrze? – szepnął.
-Ch…chyba tak – jąkałam się.
Potarł moje ramiona próbując mnie uspokoić.
-Nic ci nie jest – powiedział – idziesz?
-Niby gdzie? Jesteśmy na jakimś pustkowiu!
W istocie tak było. Staliśmy obok torów. Prócz nich były tylko drzewa.
-Jeżeli będziemy tu dalej stać pustkowie nie zniknie – powiedział spokojnie.
Zirytował mnie tymi słowami. Mimo tego wzięłam swoje rzeczy i podeszłam do niego.
-Prowadź – rzuciłam od niechcenia.
-Nie wiem gdzie, ale dobrze mogę prowadzić – uśmiechnął się.
-Chcesz mnie bardziej wystraszyć, prawda?
-Wątpię żeby mi się to udało.
-Dlaczego?
-Wyskoczyłaś w środku nocy z pociągu z nieznajomym. Nie znam bardziej odważnej dziewczyny.
-Albo głupiej – zauważyłam.
-Nie, odważnej.
Chłopak ruszył wolnym krokiem w stronę lasu, ale szarpnęłam go za rękaw.
-Powinnam się ciebie bać, prawda? – spytałam cicho.
-Nie. Uwierz mi…nic ci przy mnie nie grozi.
Nie za bardzo mu uwierzyłam, ale cóż…za głupotę trzeba płacić. W tym wypadku głupota nie jest jakąś błahą sprawą, ale całkowitą nieodpowiedzialnością. On może być kimkolwiek. Nie wiem o nim nic prócz tego co mi powiedział. Mógł kłamać. Całe życie przebywałam w otoczeniu kłamców i nagle nie potrafię rozpoznać czy ktoś jest uczciwy. Nagle potrafię tak łatwo…bez niczego zaufać.
Jesteś głupia Emily – po raz kolejny tego wieczora usłyszałam głos w mojej głowie.
JEGO pamiętnik:
Mój cel? Znaleźć ją i sprowadzić do domu. To może być trudne. Zwłaszcza, że ktoś podąża za nią jak cień i nic o nim nie wiem. Gdy nadejdzie okazja wyeliminuję go. Póki co…niech żyje. Może okazać się przydatny.
_________________________________________________________________________________
Jeżeli przeczytałeś skomentuj :) Proszę to dużo znaczy xx
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz