wtorek, 17 czerwca 2014

1. Unnormaly normal

Ludzie mówią, że w Londynie – miejscu gdzie mieszkam - zawsze jest kolorowo. Muszę przyznać – coś w tym jest. Rozrywek nigdy mi nie brakuje. Mimo wszystko brzmi dosyć dziwnie, prawda? Może wyjaśnię to w ten sposób – moja rodzina nie jest do końca normalna. Choć po osiemnastu latach życia z nimi zdążyłam przywyknąć, a to co nienormalne zaliczyć do normalności. W takich realiach się wychowałam, rodzice wpajali mi swoje przekonania, więc nic w tym dziwnego.
Kim jestem? Nikim. Zwykłym pionkiem w wielkim świecie pełnym nielegalnych interesów. Interesów, którymi zajmuje się moja rodzina. Większość osób drży na samo słowo mafia, a ja? Ja wtedy myślę - moja rodzina, moje życie. Mimo wszystko miałam w miarę normalne dzieciństwo. Bawiłam się z rówieśnikami, co z tego, że wszyscy pochodzili z mojego środowiska. Chodziłam do szkoły i zdobywałam dobre stopnie, chodziłam na dużą ilość zajęć i zawsze udało się dorosłym ubogacić mój plan o kilka godzin „przygotowujących do zawodu”.
Narzekam? Nie, tylko mówię jak było. Tak naprawdę zawsze byłam szczęśliwa. No właśnie…byłam. W chwili obecnej bycie szczęśliwą jest dla mnie równie osiągalne, co podróże w czasie. Dlaczego? Cóż oto moja historia:

01.07.2013 r.

Otwieram oczy. W pokoju panuje półmrok. Odruchowo spoglądam w kierunku okna, zasłony są zaciągnięte. Wstaję i odsłaniam widok rozciągający się za oknem. Niestety nie jest zbytnio zachęcający. Wygląda na to, że to będzie wyjątkowy pochmurny, szary dzień nawet jak na Londyn.
Wstaję z łóżka. Idę do łazienki. Wychodzę z niej. Wchodzę do mojej ogromnej garderoby i zastanawiam się przez moment, co ubrać, jednak już po chwili trzymam w moich delikatnych, nie splamionych jakąkolwiek pracą dłoniach drogie ubrania. Nigdy mi ich nie brakuje w końcu moja mama dla przykrywki ma sklepy z odzieżą. Tak wygląda każdy mój poranek. Schodzę na dół. Przez cały czas zachowuję nienaganną postawę, nad którą pracowałam przez kilka lat. W efekcie pokazuję swoją postawą, że uważam się za lepszą od innych. Czy to prawda? Sama nie wiem. Weszłam do ogromnej jadalni gdzie zazwyczaj spożywaliśmy posiłki.
-Trzy minuty spóźnienia – mruknęła z niezadowoleniem moja mama.
-Przepraszam – odparłam i zajęłam swoje stałe miejsce nakładając sobie na talerz to, co było pod ręką.
-Daj dziewczynie spokój – obronił mnie tata – przed nią pracowity dzień.
-Słucham?
-Poznasz mojego współpracownika.
-Którego?
-Tomlinsona.
-Tego od ustawiania wyników zakładów?
-Dokładnie tego.
-Po co? – jęknęłam.
-Żebyś zapoznała się z rodziną.
Tata często używał tego określenia gdy mówił o ludziach podobnych jemu.
-To Jason przejmie interesy więc nie rozumiem po co mnie zabierasz.
-Zobaczysz – odpowiedział tajemniczo.
-Nienawidzę tych twoich planów.
-Ale dzięki nim zawsze masz się dobrze.
W tym samym momencie na dół zszedł mój starszy brat Jason. Właśnie on ma później zająć się interesami ojca. Chwilowo jest w domu, większość czasu spędza za granicą pracując dla ojca i jego „rodziny”.
Oczywiście mama się wydarła, że za późno wstał. Normalne. Straszna z niej perfekcjonistka.
Nie przejął się zbytnio, właśnie to jest jedna z tych rzeczy, przez które jest dla mnie wzorem.
Siadając rzucił przeciągłe spojrzenie w stronę Jennifer – naszej pracownicy. Chwyta się każdej możliwej pracy u nas bo dobrze płacimy. Nie tylko w domu, ale także sklepie mamy. Jednak jak łatwo się domyślić moi rodzice traktują ją jak śmiecia. Nie wiedzą, że Jason spotyka się z Jen w tajemnicy już od trzech lat! Ukrywają się z tym przez różnicę ich stanowiska. Nie wiedzą nawet, że o tym wiem. Skąd mieliby wiedzieć. Widziałam ich razem, ale nigdy się nie wychylałam. Tata uczył mnie, że niektóre rzeczy lepiej obserwować z ukrycia i nie wychylać się, że się wie więcej niż powinno.
Musiało minąć kilkanaście długich minut za nim mogłam się uwolnić od tej przesłodzonej rodzinnej atmosfery. To zdecydowanie nie moje klimaty. Krzyknęłam tylko, że idę się przejść, i że wrócę szybko. W drzwiach wpadłam na blondyna, który u nas pracował. Był chłopcem na posyłki. Przynieś to, załatw tamto. Standard. W jego oczach dostrzegłam lekki strach. No tak, w końcu się ze mną zderzył. Robienie czegokolwiek, co mogłoby nie spodobać się jego pracodawcy – w tym wypadku mojemu ojcu – mogłoby spotkać się z karą.
Choć może on zawsze ma taki wzrok? Za każdym razem jak go widzę sprawia wrażenie nieco zagubionego w tym wszystkim. Próbowałam sobie przypomnieć jak chłopak ma na imię i dlaczego tu trafił, ale nie potrafiłam. Zresztą to i tak nie istotne. Ludzie tacy jak on nie liczą się.
Wyszłam na zewnątrz i ruszyłam w kierunku parku. Przez całą drogę miałam wrażenie, że ktoś mi się przyglądał. Co chwilę oglądałam się za siebie, ale nie zauważyłam niczego podejrzanego.
Uspokój się. To twoja chora wyobraźnia – powtarzałam sobie w myślach.
Trochę się rozluźniłam, ale nie mogłam pozbyć się wrażenia, że nie jestem sama, że ktoś podąża za mną jak cień. Nie mogąc tego znieść wróciłam do domu. Zresztą w samą porę, mama już chciała po mnie dzwonić. Chciała, żebym już zaczęła się przygotowywać na wieczorne spotkanie z Tomlinsonami. Nie bardzo miałam na to ochotę, ale włożyłam w przygotowania wszystkie siły. Nie chciałam ich zawieść.
Wieczorem przyjechaliśmy pod ogromny dom Tomlinsonów.  W środku panował taki sam przepych jak na zewnątrz, albo i jeszcze większy.
-Witam moich gości! – usłyszałam męski głos dobiegający z góry schodów.
Powoli do nas zszedł i przywitał się serdecznie z moim ojcem.
-A to zapewne Emily?
-Tak, to ja. Miło mi pana poznać – odpowiedziałam grzecznie.
Domyśliłam się, że rozmawiam z panem Tomlinsonem. Po chwili dołączyła do niego jego żona, którą przedstawił nam jako Jo, a także jego córki. Nie jestem pewna czy dobrze pamiętam, ale chyba nazywały się Charlotte, Felicity oraz bliźniaczki Daisy i Phoebe.
Przeszliśmy do salonu i podjęliśmy jakiś mało zobowiązujący temat. W końcu zjawił się on. Jego postawa mówiła jasno, że ma osobie wysokie mniemanie. Głowa zadarta wysoko do góry, wyzywające spojrzenie i pewny siebie uśmiech.
-A to mój syn Louis – przedstawił nam chłopaka pan Tomlinson.
Przywitał się grzecznie z wszystkimi, ale nie podlegało wątpliwości, że jest tym wszystkim niesamowicie znudzony.
-Cóż skoro najważniejsze osoby już się pojawiły możemy przejść do konkretów – zaczął mój ojciec, a Mark Tomlinson przejął pałeczkę.
-Chcemy mieć pewność, że będziemy ze sobą już zawsze współpracować, a nasze interesy będą w jakimś stopniu połączone. Dlatego najbezpieczniejszym rozwiązaniem będzie  połączenie rodzin. Tak więc ustaliśmy, że Emily – tu spojrzał na mnie – i Louis powinni się zaręczyć.

JEGO pamiętnik:

Myślę o niej. Dziwne? Chyba nie aż tak. Jest niesamowita…nie, to zbyt mało powiedziane. Obserwowanie jej sprawia mi radość. Czuję, że skupiam się na prawdziwym skarbie, a nie takich „skarbach” jak zazwyczaj. Wszystko wokół mnie zaczyna wariować łącznie ze mną. Muszę znaleźć sposób…okazję. Okazję by się do niej zbliżyć. Może wtedy dowie się o moim istnieniu?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz