Ludzie mówią, że w Londynie –
miejscu gdzie mieszkam - zawsze jest kolorowo. Muszę przyznać – coś w tym jest.
Rozrywek nigdy mi nie brakuje. Mimo wszystko brzmi dosyć dziwnie, prawda? Może
wyjaśnię to w ten sposób – moja rodzina nie jest do końca normalna. Choć po
osiemnastu latach życia z nimi zdążyłam przywyknąć, a to co nienormalne
zaliczyć do normalności. W takich realiach się wychowałam, rodzice wpajali mi
swoje przekonania, więc nic w tym dziwnego.
Kim jestem? Nikim. Zwykłym
pionkiem w wielkim świecie pełnym nielegalnych interesów. Interesów, którymi
zajmuje się moja rodzina. Większość osób drży na samo słowo mafia, a ja? Ja
wtedy myślę - moja rodzina, moje życie. Mimo wszystko miałam w miarę normalne
dzieciństwo. Bawiłam się z rówieśnikami, co z tego, że wszyscy pochodzili z
mojego środowiska. Chodziłam do szkoły i zdobywałam dobre stopnie, chodziłam na
dużą ilość zajęć i zawsze udało się dorosłym ubogacić mój plan o kilka godzin
„przygotowujących do zawodu”.
Narzekam? Nie, tylko mówię jak
było. Tak naprawdę zawsze byłam szczęśliwa. No właśnie…byłam. W chwili obecnej
bycie szczęśliwą jest dla mnie równie osiągalne, co podróże w czasie. Dlaczego?
Cóż oto moja historia:
01.07.2013 r.
Otwieram oczy. W pokoju panuje
półmrok. Odruchowo spoglądam w kierunku okna, zasłony są zaciągnięte. Wstaję i
odsłaniam widok rozciągający się za oknem. Niestety nie jest zbytnio
zachęcający. Wygląda na to, że to będzie wyjątkowy pochmurny, szary dzień nawet
jak na Londyn.
Wstaję z łóżka. Idę do łazienki.
Wychodzę z niej. Wchodzę do mojej ogromnej garderoby i zastanawiam się przez
moment, co ubrać, jednak już po chwili trzymam w moich delikatnych, nie
splamionych jakąkolwiek pracą dłoniach drogie ubrania. Nigdy mi ich nie brakuje
w końcu moja mama dla przykrywki ma sklepy z odzieżą. Tak wygląda każdy mój
poranek. Schodzę na dół. Przez cały czas zachowuję nienaganną postawę, nad
którą pracowałam przez kilka lat. W efekcie pokazuję swoją postawą, że uważam
się za lepszą od innych. Czy to prawda? Sama nie wiem. Weszłam do ogromnej
jadalni gdzie zazwyczaj spożywaliśmy posiłki.
-Trzy minuty spóźnienia –
mruknęła z niezadowoleniem moja mama.
-Przepraszam – odparłam i
zajęłam swoje stałe miejsce nakładając sobie na talerz to, co było pod ręką.
-Daj dziewczynie spokój –
obronił mnie tata – przed nią pracowity dzień.
-Słucham?
-Poznasz mojego współpracownika.
-Którego?
-Tomlinsona.
-Tego od ustawiania wyników
zakładów?
-Dokładnie tego.
-Po co? – jęknęłam.
-Żebyś zapoznała się z rodziną.
Tata często używał tego
określenia gdy mówił o ludziach podobnych jemu.
-To Jason przejmie interesy więc
nie rozumiem po co mnie zabierasz.
-Zobaczysz – odpowiedział
tajemniczo.
-Nienawidzę tych twoich planów.
-Ale dzięki nim zawsze masz się
dobrze.
W tym samym momencie na dół
zszedł mój starszy brat Jason. Właśnie on ma później zająć się interesami ojca.
Chwilowo jest w domu, większość czasu spędza za granicą pracując dla ojca i
jego „rodziny”.
Oczywiście mama się wydarła, że
za późno wstał. Normalne. Straszna z niej perfekcjonistka.
Nie przejął się zbytnio, właśnie
to jest jedna z tych rzeczy, przez które jest dla mnie wzorem.
Siadając rzucił przeciągłe
spojrzenie w stronę Jennifer – naszej pracownicy. Chwyta się każdej możliwej
pracy u nas bo dobrze płacimy. Nie tylko w domu, ale także sklepie mamy. Jednak
jak łatwo się domyślić moi rodzice traktują ją jak śmiecia. Nie wiedzą, że
Jason spotyka się z Jen w tajemnicy już od trzech lat! Ukrywają się z tym przez
różnicę ich stanowiska. Nie wiedzą nawet, że o tym wiem. Skąd mieliby wiedzieć.
Widziałam ich razem, ale nigdy się nie wychylałam. Tata uczył mnie, że niektóre
rzeczy lepiej obserwować z ukrycia i nie wychylać się, że się wie więcej niż
powinno.
Musiało minąć kilkanaście
długich minut za nim mogłam się uwolnić od tej przesłodzonej rodzinnej
atmosfery. To zdecydowanie nie moje klimaty. Krzyknęłam tylko, że idę się
przejść, i że wrócę szybko. W drzwiach wpadłam na blondyna, który u nas
pracował. Był chłopcem na posyłki. Przynieś to, załatw tamto. Standard. W jego
oczach dostrzegłam lekki strach. No tak, w końcu się ze mną zderzył. Robienie czegokolwiek,
co mogłoby nie spodobać się jego pracodawcy – w tym wypadku mojemu ojcu –
mogłoby spotkać się z karą.
Choć może on zawsze ma taki
wzrok? Za każdym razem jak go widzę sprawia wrażenie nieco zagubionego w tym
wszystkim. Próbowałam sobie przypomnieć jak chłopak ma na imię i dlaczego tu
trafił, ale nie potrafiłam. Zresztą to i tak nie istotne. Ludzie tacy jak on
nie liczą się.
Wyszłam na zewnątrz i ruszyłam w
kierunku parku. Przez całą drogę miałam wrażenie, że ktoś mi się przyglądał. Co
chwilę oglądałam się za siebie, ale nie zauważyłam niczego podejrzanego.
Uspokój się. To twoja chora
wyobraźnia – powtarzałam sobie w myślach.
Trochę się rozluźniłam, ale nie
mogłam pozbyć się wrażenia, że nie jestem sama, że ktoś podąża za mną jak cień.
Nie mogąc tego znieść wróciłam do domu. Zresztą w samą porę, mama już chciała
po mnie dzwonić. Chciała, żebym już zaczęła się przygotowywać na wieczorne
spotkanie z Tomlinsonami. Nie bardzo miałam na to ochotę, ale włożyłam w
przygotowania wszystkie siły. Nie chciałam ich zawieść.
Wieczorem przyjechaliśmy pod
ogromny dom Tomlinsonów. W środku
panował taki sam przepych jak na zewnątrz, albo i jeszcze większy.
-Witam moich gości! – usłyszałam
męski głos dobiegający z góry schodów.
Powoli do nas zszedł i przywitał
się serdecznie z moim ojcem.
-A to zapewne Emily?
-Tak, to ja. Miło mi pana poznać
– odpowiedziałam grzecznie.
Domyśliłam się, że rozmawiam z
panem Tomlinsonem. Po chwili dołączyła do niego jego żona, którą przedstawił
nam jako Jo, a także jego córki. Nie jestem pewna czy dobrze pamiętam, ale
chyba nazywały się Charlotte, Felicity oraz bliźniaczki Daisy i Phoebe.
Przeszliśmy do salonu i
podjęliśmy jakiś mało zobowiązujący temat. W końcu zjawił się on. Jego postawa
mówiła jasno, że ma osobie wysokie mniemanie. Głowa zadarta wysoko do góry,
wyzywające spojrzenie i pewny siebie uśmiech.
-A to mój syn Louis –
przedstawił nam chłopaka pan Tomlinson.
Przywitał się grzecznie z
wszystkimi, ale nie podlegało wątpliwości, że jest tym wszystkim niesamowicie znudzony.
-Cóż skoro najważniejsze osoby
już się pojawiły możemy przejść do konkretów – zaczął mój ojciec, a Mark
Tomlinson przejął pałeczkę.
-Chcemy mieć pewność, że
będziemy ze sobą już zawsze współpracować, a nasze interesy będą w jakimś
stopniu połączone. Dlatego najbezpieczniejszym rozwiązaniem będzie połączenie rodzin. Tak więc ustaliśmy, że
Emily – tu spojrzał na mnie – i Louis powinni się zaręczyć.
JEGO pamiętnik:
Myślę o niej. Dziwne? Chyba nie aż tak. Jest
niesamowita…nie, to zbyt mało powiedziane. Obserwowanie jej sprawia mi radość.
Czuję, że skupiam się na prawdziwym skarbie, a nie takich „skarbach” jak
zazwyczaj. Wszystko wokół mnie zaczyna wariować łącznie ze mną. Muszę znaleźć
sposób…okazję. Okazję by się do niej zbliżyć. Może wtedy dowie się o moim
istnieniu?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz