poniedziałek, 18 sierpnia 2014

5. Open to changes

Przemierzaliśmy ulice Bristol mogłoby się zdawać bez sensu. Młodzi ludzie, bez pieniędzy, dachu nad głową, wsparcia i jakichkolwiek perspektyw. Po co ciągle to ciągniemy? Przecież to głupie, prędzej czy później to nas zmęczy i postanowimy wrócić do dawnego życia pełnego apodyktycznych zachowań osób, których nienawidzimy, a powinniśmy kochać. Cóż…przynajmniej w moim wypadku tak jest. Co do Harry’ego…nic nie wiem. Nie mam pojęcia dlaczego jest sam. Czemu to wszystko robi? Jego postawa, zachowanie…on cały jest dla mnie zagadką. Ciekawość z każdą chwilą nabiera na sile, coraz bardziej chcę wiedzieć dlaczego jest w tym miejscu. Jednak boję się spytać. Niby jest dobry, powinnam nabrać do niego zaufania w końcu mi pomaga, ale…nie potrafię. A na pewno nie całkowicie. Z reguły nie ufam ludziom i to z pewnością tak szybko się nie zmieni. Chociaż…może Harry’emu uda się to zmienić?
Odgoniłam od siebie tą wizję. W mojej głowie mogła przybrać romantyczny charakter, a to niebezpieczne. Nie mogę sobie na takie coś pozwolić, nie teraz.
Nie z nim – podpowiadał instynkt.
Było już ciemno, a my znajdowaliśmy się w jednej z gorszych dzielnic. Skąd ten wniosek? Pełno obskurnych barów, brudne ulice, powybijane szyby w oknach…na co dzień nie miałam z tym do czynienia. Zdarzyło się kilka wyjątków i to były całkowite przypadki.
Bałam się tego miejsca. Co chwilę słyszałam głośne śmiechy mężczyzn wychodzących z barów, gdzie nie gdzie w bocznych uliczkach dało się słyszeć charakterystyczne odgłosy jak w czasie bójki. Po drugiej stronie ulicy znajdowali się policjanci wprowadzający jakiegoś mężczyznę do radiowozu. To wszystko budziło we mnie swego rodzaju obrzydzenie. Wiedzieć o takich rzeczach, a widzieć je – choćby przez moment – na własne oczy to dwie zupełnie różne rzeczy.
Harry jakby wyczuwając moje zmieszanie powiedział uspokająco:
-Już cię stąd zabieram.
-Skoro to nie zostajemy, to po co mnie tu ciągnąłeś? – odważyłam się spytać.
-Dowiesz się.
Przełknęłam głośno ślinę ze strachu. Jego słowa w tej atmosferze budziły we mnie strach, którego nie umiałam stłumić.
Uciekłaś od domu, a boisz się zwykłych słów? – zadrwiłam sama z siebie w myślach.
To mnie otrzeźwiło. Zmusiłam się do tego by rozejrzeć się uważnie po ulicy. Szukałam tabliczki z nazwą ulicy. Czemu? Na wszelki wypadek. Gdyby coś się stało muszę wiedzieć gdzie się znajduję.
Zawsze trzeba mieć plan awaryjny – zadźwięczały mi w głowie słowa ojca.
Często to powtarzał, nic dziwnego, że to zapamiętałam.
Cóż…coś wyniosłam z twojej szkoły tato – pomyślałam.
W pewnym momencie Harry niespodziewanie skręcił w jedną z nieoświetlonych uliczek.
W głowie coraz wyraźniej słyszałam pytanie: co on zrobi?
Brunet zaczął wchodzić po schodach służących również jako balkon w jednej ze starych kamienic.
-Idziesz? – spytał.
Pokiwałam głową i podążyłam za nim.
Gdy znajdowaliśmy się na drugim piętrze chłopak otworzył jedno z okien i…po prostu wszedł przez nie do środka.
-Ty tak na poważnie? – spytałam nie mogąc uwierzyć w to co widzę.
-Czemu by nie? – rzucił po prostu.
Powiedział to tak jakby to co robił było najnormalniejszą rzeczą na świecie. To mną wstrząsnęło.
-Nie denerwuj się, nikt tu nie mieszka – zapewnił mnie.
-Skąd to możesz wiedzieć?
-Może jeszcze ci tego nie mówiłem, ale znam się na takich rzeczach.
-Mówiłeś – mruknęłam.
-W takim razie sama widzisz, że twoje pytanie było bez sensu.
Jego słowa zraniły moje ego jednak starałam się nie dać nic po sobie poznać.
-To w takim razie wytłumacz mi, jak zamierzasz nie rzucać się tu w oczy? No i na jak długo mamy tu zostać?
-Tu nie przykujesz niczyjej uwagi. Ludzie są zbyt pijani i zajęci własną tragedią by spojrzeć na innych.
Jego słowa były takie smutne.
-Przeżyłeś kiedyś takie coś? – spytałam cicho.
-Tak – rzucił jak najszybciej się dało. Nie chciał bym wyczuła w nim jakąkolwiek emocje, a jednak mi się tu udało. Jego głos zadrżał i przybrał dziwny ton.
-Przykro mi – nie wiedziałam co więcej mam powiedzieć.
-Nie potrzebnie. Było, minęło.
Odruchowa wyciągnęłam w jego kierunku rękę jednak szybko ją cofnęłam.
-W każdym razie będziemy tu przez jakiś czas – powiedział, starając się by jego ton był obojętny.
Chciałam coś powiedzieć, ale gdy tylko otworzyłam usta by to zrobić przerwał mi.
-Nie potrzebuję żadnych rozmów pocieszenia.
Skąd on wiedział, że będę próbowała coś takiego przeprowadzić? – pomyślałam.
-Miałaś zbyt idealne życie, by to zrozumieć – mruknął.
-Słucham? Skąd niby możesz o tym wiedzieć, co?
-To widać! – wybuchł nagle.
Może coś w tym jest?
Był zaskoczony swoim zachowaniem w równym stopniu, co ja. Stałam kilka kroków od niego obserwując co zrobi. Ale on tylko stał i oddychał gwałtownie. Próbował się uspokoić.
-Przepraszam – powiedział nagle – poniosło mnie.
-Nic się nie stało.
-Mogło – szepnął sam do siebie.
Czułam, że nie powinnam była tego usłyszeć. Teraz mój strach wzrósł, ale gdy tylko podniósł na mnie wzrok i nasze oczy się spotkały te wszystkie niechciane emocje…zablokowały się. Nie znikły, ale zablokowały. Byłam świadoma, że gdzieś tam są, ale były tak jakby schowane pod warstwą spokoju. Jeżeli ktokolwiek by mnie spytał co to było, nie byłabym w stanie powiedzieć. To było jak magia. Tak jakby rzucał na mnie czar.
-Przykro mi tylko, że tak łatwo mnie skreślasz. Nawet mnie nie znasz – wypaliłam.
Miał minę jakby chciał powiedzieć: znam cię lepiej niż myślisz.
Zadrżałam na samą myśl o tym.
-Nie skreślam cię. Po prostu to trudne…mówienie o rodzinie. Wiesz, o czym mówię?
-Bardzo dobrze wiem.
Zapanowała cisza, której żadne z nas nie umiało przerwać. Staliśmy i wpatrywaliśmy się w siebie. To nie było tak jak można by pomyśleć „rozumienie się bez słów” to by było śmieszne, nic o sobie nie wiemy. To był ten moment, w którym próbujesz odkryć drugą osobę przez spojrzenie. Co w nim zobaczyłam? Zagubionego chłopaka z widocznym problemem.
Miałam ochotę do niego podejść i pomóc mu, ale nie wiedziałam jak.
Co on we mnie zobaczył? Nie wiem. Mogę się tylko domyślać i chcieć by okazało się to niczym więcej niż tylko domysłem.
W, którymś momencie ziewnęłam.
-Jesteś już zmęczona – stwierdził.
Byłam na siebie wściekłam, że przerwałam to, co się działo między nami.
Zaraz, zaraz…nic się nie działo. Wytwór mojej wyobraźni, nic więcej.
Chłopak przeszukał skromne mieszkanie i znalazł materac, który wyglądał na dosyć solidny w odróżnieniu od większości rzeczy, jakie tu były.
Rozpiął swój śpiwór tak by mógł szczelniej nas okryć.
-Nie będziesz miała nic przeciwko, że będę spał z tobą? – spytał.
-Należy ci się po ostatniej nocy – uśmiechnęłam się.
Odwzajemnił to i położył się na materacu. Poklepał zachęcająco miejsce obok siebie. Mimo wszystko przez moment się zawahałam, ale zmęczenie wzięło górę i już po chwili padłam obok niego.
Zdobył u mnie kilka punktów zaufania, za to że mnie nie dotknął. Po prostu leżał obok, trzymał dystans. Mimo tego czułam jego oddech na swojej szyi. Przygryzłam na moment wargę, ale szybko się opamiętałam.
Bądź poważna – skarciłam się w myślach.
Skupiłam swoje myśli na tym co mnie tu sprowadziło. Po chwili poczułam jak po policzkach spływa mi kilka łez. Nabrałam gwałtownie powietrze i po chwili je wypuściłam. Mimo to mój oddech był urywany.
-Coś się stało? – spytał Harry.
Myślałam, że śpi. Gdy usłyszałam jego głos, aż podskoczyłam.
-Nie – wyjąkałam nie pewnie.
Zaraz potem zdenerwowałam się, że pokazuję mu swoją bezbronność.
Chciał coś powiedzieć, ale nagle usłyszeliśmy jak coś strzaskało się na balkonie na zewnątrz.
-Co to było? – spanikowałam.
-Pójdę sprawdzić.
Chłopak wstał i gdy już miał wyjść przez okno, zawołałam:
-Harry!
-Tak?
-W razie czego…uważaj, dobrze?
Uśmiechnął się delikatnie i pokiwał głową. Zaraz potem przybrał zacięty wyraz twarzy i wyszedł na zewnątrz. Trzęsłam się na materacu nie wiedząc, co się dzieje poza mieszkaniem.
Bałam się, że mój ojciec mnie odnalazł. Próbowałam przekonać samą siebie, że to niemożliwe.
Po kilku minutach Harry wrócił.
-Jakiś pijak wracał do domu – wzruszył ramionami.
-Na pewno?
-A kto inny mógłby to być? – zmrużył oczy.
-Nikt – powiedziałam zbyt szybko.
Nie uwierzył mi. Posłał mi spojrzenie mówiące wyraźnie: wrócimy do tego tematu.
Położył się obok mnie i szepnął:
-Tu jest bezpiecznie. Uwierz mi.
-Wierzę – odpowiedziałam.
-To dobrze, a teraz już śpij – skończył naszą rozmowę.

03.07.2013r.

Obudziły mnie promienie słońca dostające się do środka przez okno. Poklepałam miejsce obok siebie, ale Harry’ego nie było.
-Szukasz kogoś? – usłyszałam głos za sobą.
Odwróciłam się gwałtownie w tamtym kierunku. Harry stał oparty o szafkę z dwiema kubkami – podejrzewałam kawy – w dłoniach.
-Tak, ciebie.
-Znalazłaś – uśmiechnął się.
Wyczuwałam, że jest w dobrym humorze. W równie dobrym, co w momencie gdy się poznaliśmy.
-Wiesz…wszystko fajnie i w ogóle, ale jak ty właściwie zamierasz przeżyć? – zadałam pytanie, które nurtowało mnie odkąd przybyliśmy do Bristol.
-A jak ty zamierzałaś przeżyć?
-Pewnie znalazłabym pracę.
-No to masz odpowiedź. Wtopimy się w tłum, tutaj łatwo.
-Myślisz, że aż tak?
-Jeśli tylko się postaramy.
-Zaczynamy od teraz?
-Nie ma na co czekać.
-Ale co mamy robić? To wszystko jest takie nowe i dziwne.
-Zaczniemy od pójścia do baru.
-Serio? Ambitny masz plan – mruknęłam.
-Nie chcę się upijać. Muszę rozeznać co i jak, rozumiesz?
Spuściłam głowę, nie bardzo mając ochotę odpowiadać.
Przypomniało mi się gdy tata pojechał zająć się naszym „rodzinnym biznesem”. Miał się tylko rozeznać, a wrócił upity. Talerze leciały, a jego „robale od brudnej roboty” – jak często mawiał – ucierpiały. A kto musiał to wszystko oglądać? Ja.
-Rozumiesz? – powtórzył.
Gdy nadal nic nie odpowiedziałam uniósł mój podbródek i zmusił do tego bym na niego spojrzała. Wytrzymałam jego spojrzenie i powstrzymałam łzy, które napływały mi do oczu.
-Coś nie tak? – spytał zdezorientowany.
-Nie. Tylko przypomniało mi się coś…coś przykrego.
-Zostaw to za sobą – poradził.
A co jeżeli nie potrafię?
-Nie truj się tym – dodał.
Puścił mnie i podszedł do okna.
-Wychodzisz czy zostajesz?
Mruknęłam tylko żeby dał mi kilka minut na przywrócenie się do porządku. Szybko się przebrałam w coś wygodnego i wyszłam za nim.
Zeszliśmy po schodach i wyszliśmy na główną ulicę. Tą samą, którą przyszliśmy. Teraz w ciągu dnia wyglądała o wiele żałośniej niż w nocy. Mniej strasznie, ale o wiele nędzniej.
Przeszliśmy kilka kroków i znaleźliśmy się pod barem. Na szyldzie pisało „Dark hop”.

-Zachęcające – mruknęłam.
-Nie narzekaj – skarcił mnie brunet.
Gdy tylko weszliśmy do środka w moje nozdrza uderzył zapach alkoholu. Przy ścianie siedziało kilku mężczyzn, którzy głośno się śmiali opowiadając sprośne żarty. To wszystko bardzo mi się nie podobało.
Na szczęście przy barze dostrzegłam jedną kobietę. Na oko była przed trzydziestką. Kłóciła się o coś z barmanem. Gdy mężczyzna dostrzegł mnie i Harry’ego w barze uciął rozmowę z kobietą i uśmiechnął się do nas.
-Coś podać? – spytał.
Wyczuwałam jego zainteresowanie nami. Pewnie przychodziły tutaj same „znane twarze”.
Przewidziałeś to Harry? – pomyślałam.
Brunet mimo obrotu sprawy – byłam pewna, że miał te same odczucia, co ja – pozostawał niewzruszony i w dalszym ciągu pewny siebie.
-Na razie nie. Chciałbym się tylko spytać o parę rzeczy.
-Zamieniam się w słuch.
-Nie znalazłaby się tutaj jakaś praca?
Ze wszystkich pytań jakie przychodziły mi do głowy – pytań, które mógłby według mnie zadać – żadne nie było właśnie tym. Wydawał mi się na to zbyt dumny.
-Mamy mało klientów.
-W ciągu dnia, ale wieczorem jest zupełnie inaczej, prawda?
Barman się zaśmiał i powiedział:
-Sprawdzałem cię. Masz pracę.
Uścisnęli sobie dłonie i zaczęli się śmiać. To było takie normalne. Kto by pomyślał, że ten uśmiechnięty chłopak może mieć takie dziwne życie.
-Od czego zacznę?
-Może powiem tak…tu trzeba robić wszystko.
Chłopak pokiwał głową.
-Ile mogę zarobić?
-5 funtów na godzinę.
-To mniej niż najniższa stawka – zauważył.
-Życie – wzruszył ramionami – ja też nie zarabiam tyle ile bym chciał.
-Jesteś właścicielem.
-Chciałbym. Jestem David.
-Harry. A to Emily.
Skinęłam w jego kierunku nieśmiało głową.
-Fajnie was poznać. To jest Carla – wskazał głową na kobietę, z którą wcześniej się kłócił.
-Jego dziewczyna – dodała kobieta.
-Nie widziałem was wcześniej – zignorował ją David.
-Przenieśliśmy się tu niedawno.
-Skąd?
-Z Manchesteru – odpowiedział szybko.
-Daleko.
-Ale lepiej.
-Pomieszkasz tutaj trochę to zmienisz zdanie.
Zadziwiało mnie to, że mimo pewnej goryczy w jego głosie nadal pozostawał uśmiechnięty.
-To się okaże.
-Gdzie mieszkacie?
-Budynek przy końcu ulicy. Kilka kroków stąd.
-Żartujesz, prawda?
-Ani trochę. Coś nie tak z tym miejscem?
-Tu z każdym miejscem jest coś nie tak. Ale nie…po prostu my też tam mieszkamy.
-W takim razie dobrze wiedzieć, kogo ma się za sąsiadów.
-Taa…nie widziałem was wcześniej.
-Wczoraj wieczorem się przenieśliśmy.
David nie kontynuował tej rozmowy. Może jednak Harry wiedział jakie miejsce wybrać?
-Dla mnie też się znajdzie jakaś praca? – spytałam.
-W barze raczej nie. Przynajmniej nie na pełen etat.
-Tak. Będziesz tak jak ja…przychodziła wtedy, kiedy będą potrzebować więcej rąk do pracy – mruknęła Carla.
Dobre i to na początek.
Posiedzieliśmy z nimi jeszcze chwilę i wróciliśmy do „naszego mieszkania”.
-Powinniśmy wchodzić przez drzwi…żeby nie wzbudzać podejrzeń – zauważyłam.
-Załatwię to.
Ciągle zaskakiwał mnie tym jak bardzo zaradny jest. Nic dla niego nie stanowi problemu, na wszystko znajdzie jakiś sposób.
-Trzeba będzie tu posprzątać – rozejrzał się po mieszkaniu – w końcu teraz to tak jakby nasz dom.
-To jest miejsce na stałe, prawda? Koniec podróży. Tu zostajemy? – spytałam cicho.
Oparłam się o jakąś szafkę czekając na jego odpowiedź.
-Tak.
Zagryzłam wargę i pokiwałam głową. Chłopak widząc, że mam mieszane uczucia podszedł do mnie. Położył swoją rękę niedaleko mojej i przysunął się tak by móc szepnąć mi tuż przy uchu:
-Otwórz się na zmiany – poprosił.
Mój oddech przyspieszył. Jego bliskość za bardzo na mnie działała.
Odsunął się ode mnie nagle i spojrzał mi w oczy.
-Otwórz się na zmiany, a spotka cię coś dobrego – uśmiechnął się delikatnie.
Nie byłam w stanie tego odwzajemnić. Byłam za bardzo skołowana całą sytuacją.
Chłopak zmienił pozycję i umiejscowił swoje ręce po moich obu stronach. Uniemożliwił mi tym drogę ucieczki. Zbliżył swoją twarz do mojej tak, że dzieliło nas tylko kilka centymetrów.

Mogłam poczuć jego oddech na swojej twarzy. Miałam ochotę przymknąć oczy, ale brakowało mi odwagi. Nie chciałam tracić go z pola widzenia.
-Zrobisz tak? – spytał.
-Tak – wybełkotałam.
Chłopak uświadomił sobie jak jego bliskość na mnie działa, więc się odsunął. Moje serce automatycznie się uspokoiło, jakby w proteście. Niechcący westchnęłam z rozczarowaniem.
Harry nie krył swojego zdziwienia. W jego spojrzeniu czaił się głód, jakaś dzika żądza. Nie przestraszyło mnie to. Jednak jego chyba tak. Potrząsnął głową na boki jakby chciał to wyrzucić. Cokolwiek to było.

JEGO pamiętnik:

Tej nocy było niebezpiecznie. Zastanawiałem się czy nie skończyć z ukrywaniem się i zaciągnąć ją z powrotem do domu. Nie wyszło. Czemu? Bo ten facet mi przeszkodził. Może to i lepiej. Ciągle powtarzam w myślach, że muszę być cierpliwy, ale w praktyce nie wychodzi mi to. Muszę trzymać się na dystans, ale ona…pragnę jej. Nie powinienem. Jest tylko celem, który należy zdobyć i dostarczyć. Jednak czuję to coraz bardziej. Jeżeli nie zadziałam będę chciał, aby była wolna. A wtedy słono za to zapłacę. Z drugiej strony…pośpiech niszczy najdoskonalsze plany.
Na dodatek mam kolejne zmartwienie. Ten facet…wczoraj w nocy mogło dojść do bójki, ale się wycofał. Zgubiłem go. Następnym razem nie będzie miał tyle szczęścia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz