niedziela, 15 czerwca 2014

Prolog

Stoję przed ogromnym lustrem. Wpatruję się tępo w swoje odbicie próbując odkryć dawną siebie, prawdziwą siebie. Ta osoba, którą widzę w lustrze nie jest mną. Nie ma prawa być mną. A może jednak? Może teraz właśnie taka jestem? Próbuję odgonić od siebie tą myśl, ale nieustannie powraca sprawiając, że jest mi jeszcze ciężej.
Jeszcze nie jest za późno by się wycofać.
Podpowiada głos w mojej głowie.
Mylisz się jest za późno, o wiele za późno.
Nigdy nie jest. Jeszcze możesz się wycofać.
I co zrobię? Gdzie pójdę?
Poradzisz sobie.
Kłamstwo. Nie dam rady.
Jesteś silna tyle razy już to udowodniłaś.
I za każdym razem pokazywano mi potem, że tak nie jest.
Nie daj im się złamać.
Już mnie złamali. Wbili mi nóż w plecy.
Musiałam zakończyć wewnętrzny dialog gdyż usłyszałam pukanie do drzwi.
-Proszę – powiedziałam ochrypniętym z nerwów głosem.
-Denerwujesz się – stwierdził.
Gdy tylko usłyszałam ten głos zrobiło mi się cieplej na sercu. Ale co z tego? Za chwilę opuszczę go raz na zawsze. A on nic z tym nie zrobi. Nie mógłby, a tym bardziej ja. Jestem tylko nic nieznaczącą dziewczyną w ich chorej grze. Grze, w której stawką nie raz jest i życie.
Podszedł do mnie i delikatnie mnie objął. Musnął przy tym wrażliwą skórę w zagłębieniu szyi. Cicho westchnęłam. Tak dobrze się czuję gdy jest obok mnie. Tak bezpiecznie.
-Nie wolno nam…- szepnęłam ze smutkiem.
-Wiem – odrzekł przygnębionym głosem.
Odwróciłam się do niego przodem by jeszcze raz móc spojrzeć w jego cudowne oczy. Jeszcze raz utonąć w nich i zapomnieć o całym okrutnym świecie, który nie pozwolił nam nacieszyć się sobą. Widzę w nich przygnębienie i bezradność. Nie umie się z tym pogodzić podobnie jak ja. Tyle, że on umie to maskować przy reszcie. Gorzej ze mną. Ostatnie dni musiałam spędzić nie wychodząc z pokoju. Wolę nie myśleć co by się z nim stało gdyby odkryto prawdę.
Napawam się tą chwilą. Rzadko kiedy mogłam patrzeć na niego tak jak teraz, zawsze ktoś przy nas był. A teraz te momenty będą jeszcze rzadsze o ile w ogóle będą miały jeszcze miejsce.
Oddycham głęboko starając się powstrzymać cisnące się do oczu łzy.
-Nie płacz. Rozmażesz makijaż – mówi.
-Wodoodporny. Moja maska nie ucierpi.
Na słowo maska zaczyna się cicho śmiać.
-Ale będziesz czerwona. Powinnaś się uśmiechać.
Uśmiechać. Uśmiechać choć wcale nie jest mi do śmiechu. Wręcz przeciwnie.
-W końcu to taki wspaniały dla mnie dzień – mruknęłam.
Przez chwilę wpatrywaliśmy się w siebie bez słowa. Nagle usłyszałam zbliżające się kroki. Idą tu.
-Musisz iść – wyszeptałam spanikowana.
Pokiwał z powagą głową. Za nim jednak się wycofał przycisnął mnie do ściany i pocałował. Chciałam oddać się tej chwili całkowicie, bez reszty, ale nie mogłam. Usłyszałam, że są coraz bliżej. Spojrzałam w kierunku drzwi. Gdy znowu spojrzałam w jego stronę zorientowałam się, że już znikną za drugimi drzwiami. Zostawił mnie samą ze złamanym już od dawna sercem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz